Mam sobie dzisiaj taką sytuacje. Domofon, biegnę jak pies Pawłowa, Poczta. Polecony do mnie, wychodzę.
I… okazuje się, że to był dokładnie ten polecony, który nadałam 3 dni temu:) Oderwała się etykietka z adresem odbiorcy.
No i ja taka… ale ja nadałam tą przesyłkę. Tu jest „nad.”. Tu była 2 karteczka i tam był adres odbiorcy, ale zniknęła.
Więc no, skończyło się tak. Pani listonoszka, miła kobieta, zadzwoniła do swojej kierowniczki. Kilkanaście minut dyskusji, trzeba zabrać list z powrotem i coś tam naklikać na tablecie. Ja przepisałam adres z potwierdzenia nadania i … no, pojechał dalej, ale tym razem mam nadzieję, że trafi do właściwych drzwi.
Acz dziwne, od jakichś 3 lat intensywnie korzystam z tej metody (drukowanie adresów na papierze samoprzylepnym) i jak na razie wszystko doszło.
Podsumowanie:
1. Nie wywalaj potwierdzenia nadania przynajmniej dopóki przesyłka „nie dojdzie”
2. Poczta nie sprawdza magicznie po kodzie, lecą po tym, co się naskrobie na kopercie.
3. 1 na 3 naklejki się odkleiła, prawdopodobnie przez mróz (obecnie jest jakieś -11?) . Trzeba dodatkowo zabezpieczać, albo pod naklejką przepisać adres odbiorcy i tak:)
Trzymajcie się cieplutko:)
Be First to Comment