Studia podyplomowe z psychotraumatologii na WSB-NLU do przodu. Czy uczyniły mnie psychotraumatologiem? No jeszcze nie, bo mam jakieś duże opory przed dokończeniem pracy dyplomowej. Jak to dopnę, to będę mogła się tak tytułować (wymóg formalny – żeby móc się tytułować psychotraumatologiem, trzeba spełnić łącznie zarówno kryterium wykształcenia psychotraumatologicznego, jak i być magistrem psychologii. Ale i tak się cieszę, bo wiedza, którą tam uzyskałam faktycznie pomaga mi ratować życie.
I jeszcze odpowiem, bo ktoś mnie pytał – nie, nie mam uprawnień do przeprowadzania pełnej terapii EMDR, to trzeba obecnie osobno zrobić szkolenia obecnie. I w sumie powoli zmierzają do tego, by zarówno EMDR, jak i krótkoterminowe TSR czy RTZ były realizowane tylko przez osoby po pełnym, 4 letnim kursie psychoterapii, a nie po kursach. Acz nadal uważam, że pieniądze wydane na szkolenia i superwizje nie są stracone, ponieważ interwencje w ramach chatów zaufania, wsparcia 1 do 1 krótkoterminowego i anonimowego – nadal są możliwe do realizacji i w ramach fundacji to robimy – informując najbardziej potrzebujących gdzie u kogo i jakie wsparcie można otrzymać. Jak dyplom przyjdzie, to się pochwalę, mają miesiąc;)
Jeszcze co do afery na WSKZ, bo tam też różne rzeczy studiowałam – nie, nie da się zrobić w godzinę semestru, ale w tydzień już na spokojnie, pod warunkiem, że idziesz tylko zrobić papier, bo treści, o których mówią na zajęciach są ci znane. To co faktycznie bym tam zmieniła by podnieść jakość, to wprowadziła np obowiązkowe powtórne zapoznanie się z materiałem, z którego się oblało i zablokowanie na tydzień ponownego podejścia, bo fakt, że można podchodzić do egzaminów tak dużo razy jak się chce sprawia, że można to bruteforce’ować. Na WSB-nlu to by nie przeszło. Sztywny termin egzaminu raz w semestrze, jak ci nie pójdzie, to masz poprawkę, a potem powtarzasz, więc musisz się nauczyć.
A co do mnie – będę modeli zdalnych i hybrydowych bronić jak niepodległości. I wiem, że wszędzie da się oszukiwać, ale pamiętam ile mnie kosztowały studia na UZ (dzienne 1 stopnia i zaoczne 2), gdzie trudniejsze niż podejście do egzaminu było wytrzymanie na korytarzu przed i dotarcie na sam egzamin.
Tak, jestem AuDHD. Tak, zrobiłam bardzo wiele, by jakoś na poziomie żyć, a jeszcze więcej zrobił dla mnie mój wieloletni partner, dzięki któremu lepiej funkcjonuję. I osób neuroróżnorodnych miałam wiele zarówno na psychologii jak i na podyplomówkach. I tak, jestem z małej miejscowości i wiem, jak trudno o dojazdy (ale dojeżdżałam na UZ pociągiem). I jak bardzo to by było niemożliwe, gdyby mnie bliscy nie dowozili na dworzec. Tak, mieliśmy również osoby na wózku, niewerbalne, dyslektyczne, zajmujące się dziećmi (w tym niepełnosprawnymi), rodzicami, babciami. Koleżanka pisała kolokwium leżąc na porodówce.
Z pewnością w najbliższym czasie będę chciała tworzyć
- Online’owe kluby wzajemnej nauki
- Cyberharcerstwo (może się uda w ramach ISSA, jako rozwinięcie cyfrowego skauta)
- Cyfrowe grupy wsparcia i samorozwoju
- Praca u podstaw poprzez kod – czyli wychodzenie z wyuczonej bezradności dzięki nabywaniu kompetencji cyfrowych.
- Akcje społeczne, co się zaczynają w sieci, ale z niej wyrastają
- Zobaczymy co jeszcze
Acz na razie planuję przynajmniej do obrony z psychologii, albo później, ze studiowaniem zluzować nieco, bo to idzie w kierunku jakim idzie, a jest masa innych pól, gdzie można sobie podziałać wykorzystując wszystko, czego się do tej pory nauczyłam.
Be First to Comment